Ten dzień,
zgodnie z programem autorstwa Dwunastolatka, spędzamy na pokładach wszelkiej
maści statków. Oraz degustujemy baklavę.
Rano wyruszamy z przystani Kabatas na wyspę Heybeliadę, tym razem na pokładzie eleganckiego, klimatyzowanego katamaranu. Automat na bramkach potrąca nam z konta po 7,80 Tl (auć). W około 20 minut docieramy do portu na wyspie. Zauważamy zgodnie, że z rejsu katamaranem nie ma żadnej frajdy – ot, jedzie się jak autobusem, bez możliwości wyjścia na odkryty pokład.
Rano wyruszamy z przystani Kabatas na wyspę Heybeliadę, tym razem na pokładzie eleganckiego, klimatyzowanego katamaranu. Automat na bramkach potrąca nam z konta po 7,80 Tl (auć). W około 20 minut docieramy do portu na wyspie. Zauważamy zgodnie, że z rejsu katamaranem nie ma żadnej frajdy – ot, jedzie się jak autobusem, bez możliwości wyjścia na odkryty pokład.
Heybeliada
Z mojego przewodnika:
Heybeli (Chalki), druga co do wielkości Wyspa Książęca, a zarazem historyczny ośrodek
społeczności greckiej, zasłynęła na forum międzynarodowym w związku z tutejszym
Wyższym Seminarium Duchownym Patriarchatu Ekumenicznego, które zostało siłą
zamknięte przez rząd turecki w 1971 r. Urocza skądinąd wysepka ma niewielki port z ocienioną
platanami promenadą, otoczoną restauracjami i kafejkami, a także sporo
zabytkowych drewnianych yalí. Nad zabudową i zielonymi lasami wyspy górują zabudowania
Seminarium Teologicznego Patriarchatu Ekumenicznego, znanego jako Seminarium
Chalki, główna uczelnia teologiczna prawosławia. Powstało ono w 1844 r. na
szczątkach fundowanego w IX w. monastyru Trójcy świętej, jednak trzęsienie
ziemi w 1894 r. zniszczyło wszystkie budynki. Odbudowano je w dwa lata, w po
półwieczu odnowiono. Absolwentami seminarium było wielu prawosławnych teologów,
filozofów i duchownych, m.in. obecny Patriarcha Bartłomiej I. Dziś nieczynna
uczelnia jest celem pielgrzymek Greków z całego świata. Na Heybeliadzie jest
pół tuzina greckich kościołów, z których najcenniejszy, XV-wieczna Panagia
Kamariotissa, stoi na terenie Akademii Morskiej nieopodal portu. Uczelnia
zajmuje dawną rezydencję Patriarchy Karadjasa z końca XVIII w.
Oczywiście po Heybeli nie kursują żadne pojazdy spalinowe - są tylko różnego rodzaju elektryczne jednoślady (widzieliśmy też pomysłowy bagażowy meleks) i oczywiście wszechobecne dorożki. Oraz rowery. Te ostatnie jednak mają trudniej, gdyż wyspa jest mocno pofałdowana i ma liczne strome podjazdy. Dla nas Heybeli jest wyspą marynarzy – tuż obok portu jest szkoła morska. W okolicach portu przechadzają się grupkami młodzi chłopcy i dziewczęta w szalenie twarzowych śnieżnobiałych uniformach. Marynarze zaanektowali spory kawałek wybrzeży wyspy, które w związku z tym są niedostępne dla zwykłych śmiertelników.
![]() |
Okręty u wybrzeży Heybeli |
![]() |
Plaże w zachodniej części wyspy; na wzgórzu monastyr Agia Triada: słynna grecka akademia teologiczna |
Dobrą asfaltową drogą
wzdłuż terenów jednostki wędrujemy w kierunku plaż, reklamowanych na kolorowych
plakatach. Po kilku minutach marszu wchodzimy w jasny las, w którym rosną dęby
i sosny. Ze zdumieniem spostrzegam, że runo tworzy zielony dywan czystka, który pachnie intensywnie i wydziela lepki sok.
![]() |
Las na Heybeli z łanami pachnącego czystka |


Żadna
z plaż nie jest tak zachęcająca, by skłonić nas do pozostania. W tym miejscu
asfaltowa droga praktycznie się kończy – dalej jest bity trakt, prowadzący w
kierunku monastyrów. Wędrujemy przez las z powrotem do portu.
Miasteczko jest ciche, urocze i pełne zabytkowych drewnianych willi w zielonych ogrodach – standard na Wyspach Książęcych, jak zauważyliśmy.
Siadamy w kafejce nadmorskiej, zamawiam sahlep. Ten pyszny, waniliowy napój o konsystencji rzadkiego budyniu zachwycił mnie przed laty w jesiennym Kairze (tam mówili nań: sahlab; później przeczytałam, że wytwarzany jest ze zmielonych korzeni pewnego gatunku orchidei), toteż zamówiłam go natychmiast wiedząc, że z pewnością zasmakuje Dwunastolatkowi. Później wszędzie pytaliśmy o sahlep, ale nigdzie go nie podawano. W jednej z kafejek kelner wyjaśnił mi, że jest to napój zimowy i o tej porze już go raczej nie uświadczymy...
Miasteczko jest ciche, urocze i pełne zabytkowych drewnianych willi w zielonych ogrodach – standard na Wyspach Książęcych, jak zauważyliśmy.
![]() |
Biała yali - zabytkowa willa na Heybeli |
Siadamy w kafejce nadmorskiej, zamawiam sahlep. Ten pyszny, waniliowy napój o konsystencji rzadkiego budyniu zachwycił mnie przed laty w jesiennym Kairze (tam mówili nań: sahlab; później przeczytałam, że wytwarzany jest ze zmielonych korzeni pewnego gatunku orchidei), toteż zamówiłam go natychmiast wiedząc, że z pewnością zasmakuje Dwunastolatkowi. Później wszędzie pytaliśmy o sahlep, ale nigdzie go nie podawano. W jednej z kafejek kelner wyjaśnił mi, że jest to napój zimowy i o tej porze już go raczej nie uświadczymy...
Siedząc przy
stoliku przy promenadzie nadmorskiej obserwowaliśmy przypływające stateczki i
różne scenki rodzajowe z udziałem chłopców (i dziewcząt) w śnieżnobiałych
mundurach. Widzieliśmy, jak witali przypływających w odwiedziny bliskich, jak
marynarze zdejmowali czapki i zakładali je swoim synkom lub braciom, jak z
ożywieniem opowiadali o swoich sprawach.
O 14.05 wsiedliśmy na statek i popłynęliśmy w drogę powrotną, oglądając jeszcze raz porty i plaże mijanych wysp.
Eminönü i most Galata
Z mojego przewodnika:
Z portu Kabataȿ pojechaliśmy tramwajem do Eminönü.
Z tamtejszej przystani (a dokładniej z terminalu nieco w głębi Złotego Rogu, na
wysokości dworca autobusowego) odpływają kursowe statki w rejs po tej zatoce,
aż pod wzgórze Pier Loti i do meczetu Sultan Eyüp. Okazało się, że statek
„uciekł nam” 5 minut, a następny płynie za godzinę. W sam raz, aby wstąpić na
słynny balik ekmek – rybę w chlebie,
lub też rybny hamburger – serwowany z
nieco kiczowatych, „osmańskich” łodzi przycumowanych pod mostem Galata. Most, spinający brzegi Złotego Rogu między Perą a Eminönü jest
niezwykłym miejscem. Po jego jezdniach suną samochody i tramwaje, a na skraju
szerokich chodników, po których przelewa się niekończący tłum, z niezmąconym
spokojem stoją wędkarze, łowiący ryby w wodach Złotego Rogu. Dolną kondygnację
mostu zajmują restauracje (tańsze i droższe), które serwują głównie potrawy
rybne, na czele z balik ekmek. Przy
wejściach na most z obu stron, w podziemiach, rozlokowały się plejady sklepików
z różnymi drobiazgami, z przewagą akcesoriów do telefonów komórkowych.
Zauważyliśmy tam ciekawą rzecz: punkt doładowywania baterii. Jeśli pada ci komórka,
możesz podłączyć się do skrzynki z wystającymi wszystkimi możliwymi wtyczkami i
za 5Tl podładować baterię.
Eminönü to dzielnica położona na
brzegu historycznego półwyspu u wejścia do zatoki Złoty Róg jest ruchliwą,
zdominowaną przez bazary i sklepiki (a także przez port i dworzec autobusowy)
częścią starego Stambułu. Dominantę krajobrazu Eminönü stanowi monumentalny
meczet Yeni oraz gwarny most Galata u jego stóp. W uliczkach pnących się od
Bazaru Korzennego ku zespołowi meczetu Sülejmaniye zachowało się sporo
atmosfery dawnego Stambułu z maleńkimi warsztatami, ulicznymi studniami,
drewnianymi domami i ulicznymi sprzedawcami herbaty.
Nad Eminönü i mostem Galata góruje imponująca
bryła Yeni Valide Camii, czyli Nowego Meczetu Królowej Matki – czwartego co do
wielkości w mieście. Budowa świątyni, firmowana przez dwie Valide: Sâfiye
Sultan (matkę Mehmeda III) i Turhan Hatice (matkę Mehmeda IV) trwała z
przerwami 66 lat, do 1663 r. W miejscu, gdzie stoi świątynia, była przedtem
gmina żydowska, której mieszkańcom trzeba było wypłacić odszkodowania a
synagogę wyburzyć. Wielkim wyzwaniem dla architektów było położenie na
niestabilnym nadmorskim gruncie, które wymagało niebywale głębokich
fundamentów. Pierwszym spośród kilku budowniczych był Davut Ağa,
następca Sinana, który wzorował się na jego meczecie Şehzade. I tutaj kopułę
główną wspierają półkopuły (tym razem cztery), a w miejscu zetknięcia świątyni
i dziedzińca strzelają w niebo dwa wysmukłe minarety. Rozległe otwarte wnętrze,
w dolnej części wyłożone biało-niebiesko-zieloną glazurą, w górnej pokryto
barwnymi arabeskami. Ciekawostkę stanowią kolumny, na których wspiera się
galeria: zostały ponoć sprowadzone z Troady Aleksandryjskiej nieopodal Troi.
Na
tyłach meczetu znajduje się ogród zmarłych, pośrodku którego wznosi się okazałe
ośmiokątne, ozdobione glazurą mauzoleum
Turhan Hatice – energicznej Rosjanki, żony sułtana Ibrahima, która należała
do najbardziej wpływowych kobiet imperium osmańskiego. Zanim wznowiono prace
przy budowie meczetu, kazała wznieść dla siebie pawilon w bezpośrednim
sąsiedztwie, aby osobiście nadzorować ich przebieg. Pierwotnie
wokół meczetu stał zespół budynków socjalnych: szkoła, szpital i hammam, z których nic się nie zachowało.
Przetrwał natomiast nakryty kopułą budyneczek na rogu ulicy naprzeciw cmentarza
– dawne mieszkanie astronoma-astrologa, który stawiał sułtanom horoskopy i
określał pory wschodu i zachodu słońca w ramadanie.
![]() |
Dzielnica Eminönü widziana z mostu Galata |
Z dolnej
kondygnacji mostu, zwłaszcza tej po stronie zachodniej, rozpościerają się
świetne widoki na Złoty Róg.
Z mojego przewodnika:
Wiecznie tętniący życiem most Galata nad Złotym Rogiem jest nieodłączną, choć zmienną częścią panoramy starego Stambułu. Obecna konstrukcja jest trzecią z kolei, łączącą Eminönü z Galatą po drugiej stronie zatoki. Pierwszy, drewniany most zbudowała Bezimalem Valide Sultan, matka Abdüla Mecida I w 1845 r. W 1912 r. zastąpiono go stalowym mostem pływającym, niezbyt pięknym, ale charyzmatycznym, wiecznie okupowanym przez wędkarzy i tłumy spacerowiczów. Po kilku dekadach staruszek nie wytrzymywał już natężenia ruchu drogowego, toteż zastąpiono go nowym, równie niepięknym, który przejął tradycje ulubionego miejsca spotkań. Współczesny most ma cztery pasy ruchu, szerokie chodniki (i balustrady, z których tradycyjnie zwieszają się setki wędek), a w „dolnej kondygnacji” pasaż z mnóstwem knajpek, serwujących najczęściej ryby. Pośrodku mostu są cztery masywne filary tworzące śluzę, przez którą mogą przepływać nawet duże statki (wtedy części pomiędzy filarami podnoszą się w dwie strony).
![]() |
Złoty Róg i Pera widziane z mostu Galata |
Wiecznie tętniący życiem most Galata nad Złotym Rogiem jest nieodłączną, choć zmienną częścią panoramy starego Stambułu. Obecna konstrukcja jest trzecią z kolei, łączącą Eminönü z Galatą po drugiej stronie zatoki. Pierwszy, drewniany most zbudowała Bezimalem Valide Sultan, matka Abdüla Mecida I w 1845 r. W 1912 r. zastąpiono go stalowym mostem pływającym, niezbyt pięknym, ale charyzmatycznym, wiecznie okupowanym przez wędkarzy i tłumy spacerowiczów. Po kilku dekadach staruszek nie wytrzymywał już natężenia ruchu drogowego, toteż zastąpiono go nowym, równie niepięknym, który przejął tradycje ulubionego miejsca spotkań. Współczesny most ma cztery pasy ruchu, szerokie chodniki (i balustrady, z których tradycyjnie zwieszają się setki wędek), a w „dolnej kondygnacji” pasaż z mnóstwem knajpek, serwujących najczęściej ryby. Pośrodku mostu są cztery masywne filary tworzące śluzę, przez którą mogą przepływać nawet duże statki (wtedy części pomiędzy filarami podnoszą się w dwie strony).
Schodzimy do
Eminönü, przysiadamy w restauracyjce na nabrzeżu, do którego przycumowana jest
złocista łódź. Na łodzi jest wielki grill, na którym pieką się ryby. Niezwykłe jest to, że owa pływająca kuchnia dość
mocno buja się na falach Złotego Rogu, co wydaje się zupełnie nie przeszkadzać
kucharzom, uwijającym się jak w ukropie, aby obsłużyć tłumy klientów
oczekujących na brzegu.
Kuchnia turecka oferuje
zadziwiającą ilość fast foodów –
zdrowych i smacznych, w przeciwieństwie do zachodnich odpowiedników. Stambuł ma
swoją specjalność, opiewaną w literaturze, zwaną po prostu balík ekmek – ryba w chlebie. Na przycumowanych przy moście Galata
nieco kiczowatych, jaskrawo pomalowanych i oświetlonych kutrach, nierzadko
mocno rozkołysanych przez fale, roześmiani mężczyźni w złocistych osmańskich
uniformach grilują smakowite tłuste palamuty, ryby łowione w Bosforze. Świeżo
zdjętą z grilla rybę wkłada się w przekrojony bochenek chrupiącego białego
chleba, dodaje plasterków cebuli, pomidorów i sałaty i powstaje znakomita,
sycąca i tania kanapka.
Zamawiamy i my balik
ekmek – czynię to od lat w tym miejscu i zauważam, że świat schodzi na psy.
W 1993 roku rybie towarzyszył znakomity chleb i duża ilość surówki, w 2008
surówka była mniej urozmaicona; dziś mamy tylko średniej jakości wypiek i rybę
bez żadnych dodatków (w cenie 8 Tl). W pewnym momencie w gardle Dwunastolatka
utyka ość i od tej pory przez najbliższą dobę mamy problem. Udaje się go
rozwiązać przy pomocy pogniecionego liścia czystka, który uwalnia przełyk (i
nas oboje) od cierpienia.
![]() |
Tłumy amatorów ryby w chlebie |
![]() |
Balik ekmek przy moście Galata |
Haliç czyli Złoty Róg
Z
nieszczęsną ością w gardle udajemy się na pobliską przystań (na wysokości
dworca autobusów miejskich), z której odpływają rejsowe statki w głąb Złotego
Rogu, do przystani Sultan Eyüp. Automat przy wejściu do malutkiego, zabytkowego
terminalu potrąca nam bodajże ok. 3Tl od osoby.
Po chwili pojawia się nasz statek (który przypłynął z Üȿküdaru na azjatyckim brzegu przez Karaköy). Wsiadamy i wraz z barwnym międzynarodowym tłumkiem turystów oraz licznymi autochtonami zaczynamy rejs od jednego brzegu zatoki do drugiego. Złoty Róg jest wąską, głęboką zatoką u ujścia dwóch rzek, o szerokości 200-700 m ,
wciętą w ląd na 8 km . Na jego brzegach znajduje się w sumie sześć przystani (Eminönü, Kasimpașa, Hasköy,
Ayvansaray, Sütlüce i Eyüp) – odległych o 5-10 minut rejsu jedna od drugiej. Obok
Hasköy z wody wystaje... prawdziwa łódź podwodna. Należy ona do eksponatów
bardzo atrakcyjnego muzeum Rahmi Koç, utworzonego w dawnych magazynach Tekel i
stoczni Hasköy. Zbudowana w stoczni Portsmouth w 1944 r. ma 93 m długości i
waży 2400 ton. Po walkach z Japonią podczas II wojny została przekazana
Republice Tureckiej, pod której banderą służyła przez 30 lat...
Z pokładu
stateczku rozpościerają się piękne panoramy siedmiu wzgórz starego
Konstantynopola po jednej stronie i Pery po przeciwnej. Zachodzące powoli
słońce ozłaca widoki.
Na końcowej przystani Eyüp okazuje się, że musimy opuścić
pokład i wejść na nowo przez bramki. W sumie cały rejs trwa godzinę i pozwala
nacieszyć się widokami i odetchnąć na wodzie. Wracamy do Eminönü a tam wpadamy
na pomysł, by wsiąść do „naszego” zielonego metra na stacji Haliç, która
znajduje się dokładnie pośrodku specjalnie zbudowanego mostu nad Złotym Rogiem.
Dojście z przystani brzegiem zatoki zajmuje nam 15 minut – z mostu
rozpościerają się świetne widoki (do pewnego momentu, gdyż na wysokości stacji
most jest zabudowany i nic nie widać. Po chwili wsiadamy do metra i jedziemy do
„naszej” stacji Haciosman, a stamtąd autobusem 25T do Sariyer. (Ta wersja
dwudziestki piątki jedzie przez długi tunel i wyjeżdża na zachodnich obrzeżach
Sariyer.)
Po chwili pojawia się nasz statek (który przypłynął z Üȿküdaru na azjatyckim brzegu przez Karaköy). Wsiadamy i wraz z barwnym międzynarodowym tłumkiem turystów oraz licznymi autochtonami zaczynamy rejs od jednego brzegu zatoki do drugiego. Złoty Róg jest wąską, głęboką zatoką u ujścia dwóch rzek, o szerokości 200-
![]() |
Złoty Róg z pięcioma wzgórzami historycznego Konstantynopola |
![]() |
Agia Sofia "posadzona" na wantach mostu nad Złotym Rogiem |
Wieczór w Büyükdere
Na koniec dnia spacerujemy nad Bosforem, nad którym świeci księżyc i
zapalają się gwiazdy. W Büyükdere wstępujemy do malutkiej rodzinnej lokanty
przy głównej ulicy i zamawiamy pyszny gulasz z bakłażana padlidzani i pilaw z bulguru na wynos (w sumie 15 Tl). Do tego w
maleńkiej rodzinnej piekarni nieopodal kupujemy świeżutką pide prosto z pieca (1,5 Tl). Z wymienionych składników komponujemy
pyszną kolację w naszym krużganku. Po kolacji słuchamy ostatniego nawoływania
muezzina a potem idziemy spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz